2015

"Time, time, time
you're a gretest thief
how come you always
got away with things"

bluemauritius 2015-06-07 11:56


Rok

"Znów minął rok, jak jeden dzień."

bluemauritius 2012-04-26 15:53


Closing time


bluemauritius 2011-04-28 21:24


Poles apart


Zabawne, gugl przetłumaczył ten tytuł jako Oprócz Polaków, hehehe. A jeszcze śmieszniejsze, że mnie się z tym kojarzy taka piosenka pana - trochę się wstydzę przyznać - Michała Wiśniewskiego, który spłodził tekst w swej poetyce bliski absurdowi Orła cienia, enyłej, wracając do sedna, piosenka zaczyna się od słów: Jak dwa magnesy przyciągamy się. No i ja właśnie tak się czuję czasem, jak jeden z dwóch magnesów, tyle że zwracamy się do siebie tymi samymi biegunami. A tak bym chciał zmienić sobie polaryzację.

Pokrętny ten mój wywód, wcale nie jestem zwolennikiem infantylnej teorii, że przeciwieństwa się przyciągają - to się sprawdza w fizyce, w stosunkach międzyludzkich niekoniecznie. Tak naprawdę chodzi mi o to, że podoba mi się ta piosenka, i muzycznie, i chyba przede wszystkim lirycznie. Hey you...did you ever realise what you'd become? Ja się nad tym zastanawiam od wielu tygodni.

Mój psychoterapeuta twierdzi, że przeżywam głęboki konflikt wewnętrzny. Znalazłem na ten temat dość ciekawy artykuł, w paru zdaniach odnalazłem trochę siebie. Konflikt wewnętrzny obrazowo możemy przedstawić jako jednoczesne naciskanie w samochodzie pedału gazu i hamulca. Zapewne nie przyniesie to nic dobrego dla samochodu, tak samo jak dla naszego organizmu nie przynosi nic dobrego konflikt wewnętrzny.

Ja mam taką teorię, że rozpierdoliłem sobie swoją emocjonalność w moim pierwszym, parszywym i długoletnim toksycznym związku. A w zasadzie nie rozpierdoliłem, tylko nie miałem szansy jej prawidłowo ukształtować.

A kiedy siedem [zaledwie!] lat temu moja źle ukształtowana emocjonalność rozpierdoliła się razem z tamtym związkiem, urodził się bluemauritius. Zacząłem pisać blogaska, żeby uleczyć moje złamane serce i żeby odbudować zdruzgotane ego. Blue Mauritus, że niby jestem taki, kurwa, wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju, jak ten biały kruk filatelistyki, najcenniejszy znaczek pocztowy świata. No i w zasadzie się udało, tyle że oprócz ego zbudowałem sobie potężny egocentryzm, który wcale nie jest już taki fajny. Serdeczni przyjaciele wiedzą, żem dobry, serdeczny i bezinteresownie pomagam, lubię służyć pomocą i spełniam się w tym, i w życiu prywatnym i w robocie, taki ze mnie samarytanin, co w zasadzie jest żywym zaprzeczeniem egocentryzmu, ale drugie dno jest takie, że buduję w ten sposób moje wątłe poczucie własnej wartości i tym samym nurzam się w tym nieszczęsnym egocentryzmie.

Mój psychoterapeuta twierdzi, że powinienem prowadzić codzienny zapis myśli dysfunkcjonalnych, bo strumień świadomości płynie nieustająco, nie da się go zatrzymać i myśli uciekają. A zapisanie ich pozwala się im przyjrzeć i przeanalizować zniekształcenia poznawcze, które mogą im towarzyszyć. Ale jakoś nie mogę się przełamać, żeby złapać za długopis i zapisać niektóre z nich, kiedy tylko się pojawią. Może byłoby łatwiej zapisywać je na blogasku.

Ja mam taką teorię, że nie umiem kochać. Umiem się zakochiwać, zauroczyć, przeżywać silne emocje, ale nie umiem kochać. Nie raz już cytowałem Roba z Wierności w stereo - tak na marginesie, za rok będę jego rówieśnikiem, mam nadzieję, że to dobry znak i wreszcie się, kurwa, jak on ogarnę - [...] Wydaje mi się, że jeśli umiejscowi się muzykę (albo książki czy filmy, czy teatr, czy cokolwiek, co każe nam czuć) w centrum zainteresowań, to nie ma szans na poradzenie sobie z własnym życiem emocjonalnym, nie ma szans na myślenie o nim jak o skończonym produkcie. I co zostaje? Wydzieranie z niego po kawałku i dokładanie do ognia, wzbudzanie namiętności po to, by znów wydrzeć kolejny kawałek, tym razem większy, aż wreszcie nic nie zostaje i trzeba zaczynać od nowa. Może ci z nas, którzy pochłaniają uczucia całymi dniami, żyją na zbyt dużych obrotach, i w konsekwencji nie potrafią usiąść i delektować się zwykłym radosnym zadowoleniem. My musimy być nieszczęśliwi, albo przeciwnie, pijani, odurzeni szczęściem, a oba te stany trudno jest osiągnąć w zwykłym, stabilnym związku. [...]

Ja w centrum zainteresowań umieściłem siebie. Nie umiem kochać, nie umiem usiąść i delektować się zwykłym radosnym zadowoleniem, nie nauczyłem się tego, nie mam szans myśleć o swoim życiu emocjonalnym jak o skończonym produkcie. A na tym chyba polega dojrzały związek, prawda? Szukamy, łączymy się w pary, próbujemy, rozstajemy się, rozwijamy się, poznajemy swoje potrzeby i oczekiwania, masturbujemy się, żeby poznać swoją seksualność, bzykamy się przed ślubem sprawdzając tak zwane dopasowanie, to wszystko po to, żeby pewnego dnia powiedzieć: znalazłem, koniec poszukiwania, pora zacząć osobny rozdział pod tytułem dojrzały związek. I to nie jest koniec życia, tylko początek, nowe wyzwania, kolejny lewel, wcale nie łatwiejszy, tak jak matura była grozą, potem studia i kolejne egzaminy traumą, a tymczasem w robocie to są dopiero stresy, doktoraty raz w miesiącu i walka codziennie, a nie tylko dwa razy w roku przed sesją.

Czasem jest mi tak źle, że chcę umrzeć. Bez obaw, nie zabiję się, mimo że w teście depresji Burnsa na pytanie, czy mam zaplanowany sposób na odebranie sobie życia, mogę odpowiedzieć twierdząco. Biedny głupi Tom Tom z Milion Dollar Hotel skoczył z dachu, mój sposób jest trochę bardziej spektakularny, ale żal byłoby mi życia. Bo tak jak Tom Tom after he jumped, myślę sobie: Wow. After I jumped, it ocurred to me. Life is perfect. Life is the best, full of magic, beauty, opportunity, and television. And surprises...lot's of surprises, yeah. And then there's the best stuff, of course. Better than anything anyone ever made up, 'cause it's real. Może poza tą telewizją, heh. Enyłej, zamiast myśleć o samobójstwie, pora chyba uśmiercić wadliwego mnie - bluemauritiusa, pieprzonego piotrusia pana, chłopca, który nigdy nie dorósł.

Mam na imię Marek, mówią na mnie Marecki, mam trzydzieści cztery lata i jestem niedojrzały emocjonalnie. Lubię pisać, mam fantastyczny materiał na dramat obyczajowy, nawet już zacząłem pisać, może kiedyś skończę. Może kiedyś zacznę pisać nowego blogaska. Tymczasem pora zakończyć to kreowanie rzeczywistości, nauczyć się żyć, nauczyć się kochać, ta historia się chyba jeszcze nie skończyła, mam takie wrażenie. Boże, jaki jestem dziś sentymentalny! Ale jest taka piosenka, która dziś mogłaby być moim credo. Niech przemówią złote lata osiemdziesiąte:


Bez komentarzy, ewentualne uwagi proszę jebnąć mailem za pośrednictwem linka pod znaczkiem pocztowym po prawej.

Pozdrawiam wszystkich!

bluemauritius 2011-04-13 00:51


Przepraszamy za niedogodności

Nad morzem było super. Mój brat jeździ trochę zbyt dynamicznie jak dla mnie, a może to tylko tak wygląda z siedzenia pasażera, do którego nie przywykłem, enyłej dojechaliśmy w jednym kawałku i nie zabiliśmy żadnej z tuzina saren, które nocą wyłaziły na drogę, gdyśmy byli już prawie u celu.

W Krynicy Morskiej mają pyszną kawę i całkiem niezłe tiramisu, prawie tak dobre jak w mojej włoskiej knajpie pod blokiem.

Za to nad morzem strasznie pizgało, jakieś stopińdziesiąt na godzinę, fale jak domy i zimno tak, że góra pięć minut dało się wytrzymać. Chodzenie o kulach po plaży było dodatkowym utrudnieniem, a raz złośliwa fala zalała mi buty i spodnie, przez co niemal dostałem hipotermii.

Ale i tak było super, szkoda tylko, że dopadł mnie ból istnienia i dół depresji.

bluemauritius 2011-04-12 23:16


Analyze that

Skręcanie petków wychodzi mi już zupełnie przyzwoicie, ale niestety zaczynam palić coraz więcej. Za to od ponad dwóch miesięcy nie miałem kaca i kiedy to sobie uświadamiam, czuję się dość zabawnie i tak jakoś świeżo. Zastanawiam się jedynie, gdzie w moim budżecie przekierowałem środki na alkohol, skoro nie widzę jakoś tych oszczędności.

Parę dni temu w Galerii Dla Młotów trzy obce osoby, każda niezależnie, wyraziły zainteresowanie i troskę moją usztywnioną nogą. Dziś jakiś obcy młodzieniec dziwił się i zapytał, jak mogę prowadzić tak auto. Jakie to miłe budzić litość, heh.

Trzeci ortopeda wysłał mnie na rezonans, zaleciwszy chodzenie o kulach i spuściwszy mi trochę płynu z kolana. Nie była to krew, więc nadzieja we mnie wstąpiła, aczkolwiek punkcja nie będzie nigdy należeć do moich ulubionych zabiegów medycznych.

Dziś też psychoterapeuta. Niesamowite, jak myśli i emocje można rozłożyć na czynniki pierwsze. Żebym jeszcze potrafił odrzucić wadliwe czynniki i z reszty sklecić coś trwałego, byłoby zajebiście.

Jamna! Jak tam jest cudnie. Fantastyczny weekend, pozostał niedosyt, że tak krótko, że nie było nadmiaru czasu, żeby się polenić, poleżeć na kocu, pogapić się w niebo. Cztery dni to by było optimum.

W piątek dla odmiany nad morze, tym razem razem.

bluemauritius 2011-04-06 22:50


Maybe my love isn’t golden but surely is real


W sklepie sportowym:
- Dzień dobry, chciałbym kupić pompę.
- Jaką pompę?!
- Do roweru!

Kupiłem taką pompę, że wystarczy cztery razy pompnąć i koło napompowane.

Wczoraj odkryłem w kolanie podziemne jezioro i rankiem pobiegłem do lekarza, napisawszy szefostwu, że będę godzinę później niż zwykle. Zamiast o 10oo dotarłem jednak do roboty grubo po południu, tylko po to, żeby po dwóch godzinach pobiec do innych lekarzy.

Po licznych badaniach zdiagnozowano mi naderwanie mięśnia czterogłowego, być może kwalifikujące się do operacji na otwartej nodze.

Majowy wyjazd na latanie do Bassano zasłoniły zatem czarne chmury mojej rozpaczy.

Jedyne pocieszenie w tym, że w ten weekend warun ostatecznie się rozmyślił ze Spyrkowej, w związku z czym już na 100% jedziemy wypoczywać na tarasie w Jamnej.


bluemauritius 2011-04-01 23:27


Od weekendu do weekendu

Poprzedni bardzo fajny, leniwy, w Warszawie i okolicach. Paragiełda i nowy magnes na lodówkę, z samolotem, potem kawa u braciszka i chrześniaka. W niedzielę fajna wycieczka do Łowicza i Arkadii - nie do centrum handlowego, tylko do parku, w którym były orgie, kiedyś, ponad sto lat temu, ale taka orgia to musiało być coś.

Potem nudny tydzień w robocie, który niestety jeszcze się nie skończył. Robota się ciągnie jak glut. Coraz później przychodzę, ale i coraz później wychodzę, bo oczywiście gówniany mega giga raport najlepiej się robi późnymi popołudniami. Czy ja go kiedyś skończę? Zaczynam powątpiewać.

Wczoraj sobie zrobiłem samodzielnie mój zastrzyk w brzuch. Odwaga.

Jeszcze jutro, a w sobotę rano znowu w drogę, na południe, w jakieś góry. Latania na Spyrkowej nie będzie, bo warun kapryśny, a noga też jeszcze nieczynna, ale za to będzie chyba Jamna - jedno z najlepszych miejsc na świecie.

Ponieważ ta notka jest trochę nudna, to dla urozmaicenia dopiszę jeszcze, że byliśmy dziś z Karoliną na zakupach i kupiłem sobie bluzę z Elmo, tym z Ulicy Sezamkowej.

bluemauritius 2011-03-31 21:53


A w mojej duszy spokój

Kolega zmontował w jeden dzień, jak dla mnie - cudo :)


bluemauritius 2011-03-25 19:11


Back in town

Nową płytę Johna Portera przytargałem wczoraj z ępiku, bardzo przyjemnie się jej słucha i może jest w tym coś z sugestii, bo sam artysta chwali się, że większość materiału została nagrana w studiu na żywo, ale rzeczywiście brzmi bardzo spontanicznie i czuć w tym radość grania.

Świeżo po lekturze Juliet, nagiej nie mogę oprzeć skojarzeniu z Tuckerem Crowe, ale w tym przypadku nie można powiedzieć, że to coś nowego i w innym stylu, bo to porządny, stary Porter.

Kolano doskwiera, czasem śmiesznie, bo trudno mi na przykład zgiąć nogę i wejść do wanny. A spróbujcie usiąść na klozecie ze wyprostowaną, usztywnioną nogą, heh.

Zastrzyki w brzuch spoko, chociaż sam bym sobie nie zrobił jednak.

Weekend będzie w mieście zamiast nad morzem, bo z wadliwą nogą trudno by się chodziło po plaży, że nie wspomnę o prowadzeniu auta przez pińcet kilometów. Nie chcę, nie chcę, nie mogę - jestem chory na nogę.

Będzie za to paragiełda, oglądanie sprzętu, słuchanie prelekcji o wypadkach i niebezpiecznych stanach lotu.

Moim osobistym hitem tygodnia jest wizyta u dominikanów na Służewiu, po wielu tygodniach zbierania się na nawrócenie trafiłem wreszcie do spowiedzi. Śmieszne, że niecałe trzy tygodnie temu błądziłem kilka przecznic dalej w poszukiwaniu tego kościoła, zupełnie jakby coś przeszkadzało mi go znaleźć. Ale jakoś trafiłem, bitą godzinę trwało moje zeznawanie. Warto było, oczyszczające doświadczenie.

Skunk Anansie przyjeżdża do Polski.

bluemauritius 2011-03-24 23:45


The question is: who cares?!


Umówiłem się dziś z nowym psychoterapeutą i mam nadzieję, że zrobi mi prawdziwe pranie mózgu, a nie jakieś pitu pitu jak u poprzedniej.

Rozmawiałem też dziś w sprawie terapii dla mej duszy udręczonej i w tym też pokładam duże nadzieje.

Mana Mana!

bluemauritius 2011-03-22 20:30


It's just a little pinprick

Wrócilim wczoraj popołudniu do Polski, wieczorem dowlokłem się do Warszawy i załapałem się jeszcze na wizytę u ortopedy.

Kolano całe, rzepka cała, łękotka cała, więzadła całe, tylko krwiak się zrobił, z którego doktor za pomocą prawdopodobnie wielkiej igły [nie wiem, bo nie patrzyłem] spuścił mi całkiem sporo krwi.

No i mam chodzić przez trzy tygodnie w stabilizatorze i przyjmować zastrzyki antyzakrzepowe prosto w brzuch.

Nienajlepiej, ale mogło być gorzej.

Jutro do roboty.

bluemauritius 2011-03-20 21:36


I to by było na tyle

Uwaga! Film zawiera sceny mrożące krew w żyłach. Oraz trochę wulgaryzmów.


Staropolskie kurwa znów okazało się niezastąpione podczas katastrofy lotniczej. Skończyło się zatem moje latanie w Monako, wczorajsze popołudnie spędziłem na kawie w Monte Carlo patrząc na kolorowe niebo, a dziś siedzę sobie na tarasie, patrzę na szumiące łagodnie morze i bezchmurne wreszcie niebo. Chłopaki pojechali na górę, na moim skrzydle poleci kumpel, więc będę miał okazję zobaczyć, jak wygląda z dołu.

Kolano, którym przyjebałem w ten głaz, trochę mnie napierdala, mogę chodzić, ale o bieganiu nie ma mowy, więc za chiny bym nie wystartował.

Komisja do spraw badania wypadków lotniczych, która w mojej głowie przebadała przyczyny zdarzenia, orzekła, że zawinił głównie pośpiech i zniecierpliwienie. Trzy godziny czekania na warun, czekania aż przetoczą się przez szczyt wszystkie chmury sprawiło, że popełniłem błąd i rozłożyłem się za nisko, w połowie startowiska. Na dodatek nie wyklarowałem wszystkich linek, a podczas zabawy ze skrzydłem w oczekiwaniu na warun mogło się coś tam splątać i skrzydło nie wstało tak szybko jak powinno. Potem przyhaczyłem o pierwsze krzaczory, wskoczyłem za szybko w uprząż, żeby nie przyhaczyć o kolejne, skrzydło więc trochę zanurkowało, przyhaczyłem zatem uprzężą o kolejne krzaki, trochę mnie obróciło i wtedy przyjebałem kolanem w ten głaz i to był już koniec.

Wczoraj miałem niezłego wkurwa, ale dziś już mi przeszło - cóż, taki los. Mimo wszystko wyjazd był fajny i nawet w nielotne dni było fajnie połazić po Roquebrune, Monte Carlo, Eze i Menton, zamiast siedzieć jak niektórzy w hotelu i oglądać filmy na kompie. A zaraz sobie pójdę na plażę popatrzeć jak chłopaki latają, a wieczorem wracamy do domu.

bluemauritius 2011-03-18 10:10


Take the money and run

Monte Carlo kłuje w oczy swoim bogactwem. Patrząc na te wszystkie zaparkowane przed kasynem Bentleye, Bugatti, Ferrari, Aston Martiny i Porsche myślę sobie, że razem pewnie są warte tyle, ile budżet niewielkiego polskiego miasteczka. Zaglądam do sali głównej, gdzie wyfraczeni faceci i starsze panie w wieczorowych sukniach obwieszone biżuterią w ciągu kilku minut przepuszczają pewnie równowartość mojej rocznej pensji. Dziwne to trochę, nieco niesmaczne, trochę żenujące, trochę oburzające. Ale zawsze można spróbować przyłączyć się do tego klubu – dla ubogich jest sala obok, z kolorowymi jednorękimi bandytami, które przyjmują bankoty od 5 € w górę, dając krótką nadzieję na fortunę.

Gdybym ją zdobył, nie miałbym nic przeciwko temu, żeby osiedlić się w sąsiednim Roquebrune, kupić sobie mały domek na zboczu góry, z basenem na dachu i niewielkim tarasem. Kupić busa i za 5 € od jesieni do wiosny wozić paralotniarzy na górę. Latem ponoć nie można tu latać, więc byłoby trochę czasu, żeby się wyrwać na wakacje w Bieszczady.


A lata się tu bajecznie. Chociaż na razie głównie wieje albo leje.

bluemauritius 2011-03-15 20:15


The sky is ready to burst


A tymczasem dziś mijają cztery lata od pamiętnej podróży do Wrocławia. I chociaż mieliśmy półtora roku przerwy, to dla mnie w zasadzie nic się nie zmieniło, albo wręcz przeciwnie - na lepsze.

Jeszcze trochę i może nawet całkiem dorosnę.

A tymczasem idę się pakować, bo jutro po robocie od razu w drogę. Jeśli w tym Monako będzie jakiś internet, to się może odezwę.

bluemauritius 2011-03-10 21:55




Jebnij @ maila


2015
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik

bluemauritius powered by Ownlog.com & Fotolog.pl